Dinant albo spacery w deszczu
Dinant leży w południowej Walonii, w Ardenach, przy granicy z Francją. Żeby nie brzmiało to zbyt sucho i nieciekawie, zdradzę, że, kiedy jechałam tam pociągiem, jeden z pasażerów – prawdopodobnie znajdujący się pod wpływem środków psychoaktywnych – zakłócał spokój śpiewem, krzykiem i podskokami oraz – wieńcząc poniekąd dzieło – stłukł szybę. No.
Więc miasteczko jest niewielkie i malowniczo położone wśród skał. Rozpościera się na brzegach rzeki Mozy. Na jednym z nich widzimy gotycką Kolegiatę NMP i położoną na wielkim kamiuchu cytadelę (można tam wjechać kolejką, ale nie wjechałam, bo wolałam wydać swoje 8 euro na wycieczkę po grocie). Na drugim brzegu znajduje się mniej więcej to samo, co na pierwszym, tyle, że z innym kościołem i bez cytadelii, za to jak się podejdzie trochę, można zwiedzić bardzo bombową grotę o znaczącej nazwie “La Merveilleuse”. Jest to fajna, pięćdziesięciominutowa przygoda. Schodzi się 140 metrów pod ziemię, żeby oglądać mokre kamienie, stalaktyty, stalagmity itp. cuda w towarzystwie przewodnika, który wygląda, jakby w czasie wolnym od pracy w tych jaskiniach mieszkał (pozwoliłam sobie sekretnie się zakochać). Zdjęć nie mam, bo było ciemno.
Tak czy siak, zaczynając od początku… Miasto zdaje się słynąć z tego, że było miejscem urodzenia wynalazcy (konstruktora? sama nie wiem) saksofonu – pana Adolphe’a Sax’a (6 XI 1814, czyli trochę dawno) i wokół tego właśnie – za przeproszeniem – urządzenia kręci się symbolika i estetyka lokalnej przestrzeni.
To jest nazwa bodaj instytucji związanej z tematem, ale dla mnie wcale nie wygląda to jednoznacznie, dlatego uwieczniłam:
I tak np. brzegi rzeki łączy most. Na moście możemy zaobserwować rzędy saksofonów. Każdy saksofon reprezentuje jedno państwo europejskie.
Kraje są podpisane i jakoś lapidarnie scharakteryzowane. np.:
Jak się stanie na moście, można oglądać rzekę, o tak:
Po lewej – kamiuch z cytadelą, po prawej – kościół kolegiacki:
i jeszcze raz:
Co poza tym:
Jak widać, pogoda była raczej brytyjska.
Na drugim brzegu:
Oczywiście, jak się już zejdzie z mostu, napotykamy masę sklepów dla turystów. Tu wystawa z ciastkami Speculoos (wielkości dobrze wyrośniętej głowy):
Element humorystyczny:
Kolejna porcja saksofonów, przyozdobiona berbeciami:
Odnośny monument ku czci:
I trochę z profilu:
Harmonizująca tematycznie intstrumentalizacja ludzkiego ciała:
I w końcu przedstawiciel naszego kręgu kulturowego, jako i ja, w Dinant na bezkrwawym safari:
Poza tym, nachodziłam się, a jeszcze, żeby wyjść z groty trzeba było iść 120 schodów i z tego powodu zamiast opowiadać soczyste anegdoty, udam się niniejszym na spoczynek.
Ciao!
















22 comments