jestem na miejscu, to mam blisko

Święta

Posted in Uncategorized by kapselki on Kwiecień 23, 2011

Siedzę w ogrodzie i świętuję. Nie mogę się zdecydować, czy iść gdzieś, czy może pogrążyć się w melancholii. Co wydaje się atrakcyjne, bo dawno nie praktykowałam. Wesołych świąt!

O tym, co się stało z baterią w aparacie

Posted in Uncategorized by kapselki on Kwiecień 2, 2011

Padła jak tylko wyjęłam go w Brugii. Co oznacza, że mam tylko kilka zdjęć z samego początku wycieczki do miasta, czyli najmniej atrakcyjnej części. Brugia jest flamandzka, mała, śliczna i pełna turystów. Nie wiem, czy mieszkają tam też zwykli normalni ludzie, bo chyba nikogo takiego nie spotkałam, poza tym, jest tam drogo. Lokalne specjalności to (co za niespodzianka!) czekolada, piwo i koronki. Możemy na nie wydawać nasze pieniądze w licznych tamtejszych sklepikach. Ach, nie spotkałam Colina Farella! Spotkałam za to kanałki.

Tu obrazek, co można ulepić z czekolady, a potem sprzedać turystom:

A tu już widoczki:

Wszędzie dobrze, ale w domu najlepiej

Posted in Uncategorized by kapselki on Kwiecień 2, 2011

Kochany pamiętniczku!

Nadeszła długo oczekiwana wiosna. Z tego powodu, poczuwszy zew przygody, Kapsel wybrał się do stolicy naszego wielkiego sąsiada, czyli do Paryża. Podróżował na pokładzie autobusu, co zabiera cztery krótkie godziny, które zresztą zostały przespane. Z wyjątkiem kwadransa przerwy na niespodziewaną kontrolę celną, z psem-wąchaczem i rewizją pasażerów, którzy zostali przez psa tymczasowo postawieni w stan oskarżenia. Tak, czy siak, wsiadłam w metro w Brukseli, potem spałam i obudziłam się znowu w metrze. Z tego doświadczenia wyniosłam silne przekonanie, że Francja to jedna z dzielnic w moim miejscu zamieszkania.

No więc… Spałyśmy na Montmartre. Dokładniej mówiąc, w jego arabskim zakątku. Lokalna ludność składa się wyłącznie z osobników płci męskiej, zajmującej się handlem czym się da (jak papierosy z niewiadomego źródła, odzież tego samego typu i Bóg raczy wiedzieć, co jeszcze) oraz patrzeniem w sposób, który skłania do dania w dziób. Ogólnie wśród Paryżan jest, zdaje się, niewielu Francuzów w dzisiejszych czasach, co z jednej strony jest interesujące…

Ponieważ nie mogę narzekać na nadmiar funduszy, główną rozrywką okazało się chodzenie i patrzenie. Na szczęście padało tylko raz. Zdjęcia nie chciały wychodzić, więc szybko mi się znudziło fotografowanie. Miasto jest duże, głośne i całkiem do rzeczy, jednak lepiej wygląda na pocztówkach, filmach i w literaturze. Jednakże…

Wieża Eiffla ciągle stoi.

Związki zawodowe manifestują.

Nad Montmartre czuwa Sacré-Cœur (zresztą ładniejsza z daleka, niż z bliska).

Są fajne fontanny.

Notre-Dame wygląda jak czupiradło.

Okolica jest niczego sobie.

W romantycznych miejscach można napotkać atrakcyjne turystki.

Na Boulevard Saint-Germain znajduje się sklep polski.

A na Pere Lachaise znajduje się wiosna.

Ach, nie jadłam żab, bo to podobno obrzydliwe.

Follow

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.